Mam horom curke, dej mi.

Mam horom curke, dej mi.





Musiałam poczynić post w tym kierunku, bo obserwując, co się dzieje, mam wrażenie, że wraz z nową technologią ludzie zamiast być mądrzejsi, to idiocieją. Nie wiem, czy wpływ ma na to technologia, która zaczyna myśleć za nas, ludzi, czy po prostu selekcja naturalna gdzieś nie pykła i zostały się jednostki skretynienia.

Ostatnio przeczytałam posta, który tchnął mnie tak naprawdę do wyjaśnienia sytuacji, która się ostatnio dzieje. Zauważyliście pewnie, że od jakiegoś czasu, długo dość szczerze, modne są MaDki i ich Świeżaki, ale nie tylko to, chodzi o te matki, które robią rażące błędy ortograficzne, stylistyczne, czy nawet po prostu nie wykazują się rozumem. 

Wracając do pierwszego zdania: przeczytałam posta, w którym mniej więcej chodziło o to, żeby się nie śmiać z matek, które proszą o coś dla dziecka, bo chore dzieci, bo muszą tyrać, aby coś ugrać, przy licznych operacjach, terapiach i leczeniach dzieci. Wiecie co? Autorka tekstu nie rozumie idei maDek, kompletnie. Nie wie, o czym pisze, ale pisze, bo fejm się zgadzać musi, bo temat chwytliwy. Nie wiem, jaki był jej zamiar, ale nie udało się jej. Napisała o czymś kompletnie innym. 

Dlatego powstał ten tekst, żeby wyjaśnić wszystkim, o co tak naprawdę chodzi z MaDkami, Świeżakami i tego podobnych znaczeniach. Dlaczego jest z tego taka wielka beka i czemu stało się to takie wyśmiewczo popularne?

Tu nie chodzi kompletnie o kobiety, które walczą z codziennością, o swoje dziecko, o matki, które z dnia na dzień muszą się zastanawiać, czy ich pociecha będzie miała dość siły i czy znajdą się pieniądze na rehabilitacje, potrzebne sprzęty i leki. Wcale o to nie chodzi, nie mylcie więc tych dwóch przypadków, za chwilę powiem dlaczego, wtedy zrozumiesz — taką mam nadzieję.


Różnica między tymi maDkami a matkami jest taka, że o ile te pierwsze mózgu nie mają, to te drugie jak najbardziej posiadają. Mają też pokorę i chęć samodoskonalenia, gdy te pierwsze kompletnie nie dają sobie wmówić swojego kretyństwa. 

MaDka, to taka, która za cholerę nie wie, czym jest szkoła, lekcje języka polskiego omijała szerokim łukiem, a słownik w telefonie czy w laptopie na pewno kłamie, gdy zaznacza na czerwono błędne słowa. One wiedzą lepiej. Najbardziej kocham tłumaczenia, że „pisalam sypko przestan sie mnie czepiac poczebuje cos to sie nie wpierdalaj” - pisownia oryginalna. 



Serio? To nic. MaDki to też cwaniaki i żebraki internetowe, którym wszystko się należy, bo mają dzieci, bo są biedne (umysłowo chyba najbardziej) i przede wszystkim wyczaiły poziom wyżej: mają „hore curki". Często też, gdy się im odmówi biją taką agresją, że gdyby mogły, zeżarły by. Wyzwiska, groźby, to cos co jest na porządku dziennym. Ja śmiem twierdzić, że mają chore głowy. Nie córki. Nagle większa część społeczeństwa ma chore córki, kurcze, wysyp jakiś, same chore dzieci się rodzą. 

Szału na Świeżaki tez nie rozumiem. MaDki potrafią sobie oczy wydrapać i połowę chałupy wyprzedać, byleby mieć szmacianą maskotkę, która w przeliczeniu w Biedronce nie jest za darmo, a za 2100 zł ! Kretynizm. Serio, jak chcecie mieć te warzywa, wejdźcie sobie na Aliexpress i kupcie, kosztują tam około 3 do 10 dolarów. Są identyczne, bo Biedronka na pewno się u nich zaopatruje, nawet metki mają takie same, tak samo się zwą, tyle że na Aliexpress metka jest po angielsku.




Matki, które naprawdę potrzebują pomocy, które walczą z każdym dniem, nie proszą w internecie, by oddać wózek za darmo, by ubranka im dac za darmo, bo się im należą ze względu na chore dziecko, nie są roszczeniowe, znają podstawy języka ojczystego i przede wszystkim mają pokorę w sobie, zwyczajnie im wstyd prosić ludzi o pomoc, po tym, co przeszły sa bardzo silne psychicznie i wiedzą gdzie szukać pomocy. Naprawdę bardzo trudno im przychodzi proszenie ludzi o pomoc. A przez takie MaDki cwaniaczki, żebraczki, kretynki (zwał jak zwał) mają taką pomoc ograniczoną, bo ludzie przestają wierzyć, wierzyć w to, że ktoś naprawdę jest potrzebujący, ponieważ coraz jest więcej cwaniactwa. 



Wiem, że nie opisałam wszystkich przykładów, ale podałam te najważniejsze. Mam nadzieję, że dość zrozumiale, jeżeli czegoś zapomniałam, proszę o wypisanie w komentarzu, z chęcią przeczytam.
Propozycja prezentów na Dzień Ojca

Propozycja prezentów na Dzień Ojca


Niedawno obchodziliśmy „Dzień Matki”, to bardzo emocjonalne święto, przynajmniej dla mnie. Nie mniej ważnym dla mnie świętem jest Dzień Ojca, bo to także zasługa ojców, że wyrastamy na takich ludzi, jakimi jesteśmy dziś. Ważne jest dla mnie, aby moje dzieci zdawały sobie z tego sprawę, dlatego także uczę córki, aby ten dzień celebrować.
Dasz? Nie, spierdalaj !

Dasz? Nie, spierdalaj !



Żyję na tym świecie już 26 lat, z czego 4 lata już poświęcam się (chociaż nie, to nie poświęcenie, to pasja) blogowaniu. Przez te cztery lata mojego małego, blogowego świata widziałam i czytałam wiele. Jedne rzeczy zaskakują mnie z dnia na dzień, inne już przestały mnie zaskakiwać, ale to, co dziś chcę napisać, nie zaskakuje mnie — to mnie wkurwia i dziś uleję mi się, bo już po prostu muszę to z siebie wypluć, inaczej udławię się własną śliną, za długo trzymam to w buzi.

Pamiętam te pierwsze miesiące, gdy zaczynałam przygodę z blogowaniem. Nie ukrywam, nie było łatwo. Można by rzec, że raczkowałam bardziej, niżeli pisałam coś sensownego. Odkrywałam ten, jak się później okazało, wielki świat blogosfery. Nie potrafiłam dobrze sklecić zdań, nie wiedziałam, co tak naprawdę jest ważne i czy wypisywałam wszystko, co zainteresuje czytelnika w recenzji. Mój blog kosmetyczny przeszedł przez wiele faz, ciągle go docierałam, zmieniałam nazwy, szablony, loga. Wszystko po to, aby wiedzieć, gdzie najlepiej się czuję i co najlepiej to zobrazuje. Dziś mogę powiedzieć, że jestem w pełni zadowolona z tego, co sama wypracowałam, bez niczyjej pomocy.

Były to trudne początki, cztery lata temu blogowanie nie było jeszcze aż takie modne, nie było gówniarstwa i ich blogów rosnących jak grzyby po deszczu. Często bezsensowne blogi, pisane kilka miesięcy maksymalnie i zostawione na pastwę losu. 

Wracając do tematu, który chcę poruszyć. Nie było mi łatwo zdobyć pierwszych czytelników, więc oczywiście udostępniałam swój blog w prywatnym profilu na facebooku. Prosiłam czasem znajomych, aby zagłosowali mi w jakimś konkursie, czy zapisali się do stron z akcjami testerskimi, wiecie Streetcom i tak dalej. Odzew był nie wielki, olewano mnie, albo pisali mi rzeczy typu:


„Bawisz się w jakieś durne pisanie na internecie, weź sobie, daj spokój”


„I co to Ci da? I tak niczego nie dostaniesz”

„Nie bądź dziecinna, pisanie blogów jest dla dzieci, pisz sobie w pamiętniku”

Dziś, gdy osiągnęłam to, co mam, a firmy same do mnie piszą, otrzymuję całkiem inne wiadomości od tych samych właśnie znajomych, co sprzed czteroma latami pisały mi, że to dziecinada i nic mi z tego nie wyjdzie. Co do mnie piszą dzisiaj:

„Hej Gosia, skąd masz xxx? Nie załatwiłabyś też dla mnie?”



„Hej, założyłabyś mi bloga i powiedziała co zrobić, by dostawać takie rzeczy?”



„Cześć, widziałam, że masz wiele kosmetyków, mam teraz trudną sytuację, może nie dałabyś mi kilku, które masz na zbyciu?”

„Cześć, widziałam, że masz teraz kampanie i dostałaś do testowania dla znajomych xxx, możesz mi wysłać, trzymaj adres.....”

Przepraszam, ale z jakiej paki ja mam teraz zakładać blogi, wysyłać rzeczy, oddawać kosmetyki za to, że wcześniej kopali mnie po dupie i gnoili? Mówili, że mi się nie uda, a teraz chcą czegoś ode mnie? No chyba, kurwa, nie. Nie dam, nie założę, nie pomogę — spierdalaj. Sama do wszystkiego dochodziłam, do tego, co mam, sama budowałam relację z czytelnikami, pracowałam nad blogiem, staram się, aby był miejscem fajnym, rzetelnym i godnym zaufania, doskonaliłam się, a Ty, drogi znajomy lub znajomo, chcesz czegoś teraz ode mnie? Chyba sobie kpisz. Może jeszcze mam za Ciebie bloga pisać, wypełniać ankiety i odpisywać na maile?

To są cztery lata mojej ciężkiej pracy nad sobą i nad rozwijaniem samej siebie, nad udoskonalaniem własnego bloga i mnóstwo godzin spędzonych przy tym. Nie myśl więc, że od tak położę Ci na tacy całą recepturę. 


Możesz mnie pocałować tam, gdzie mnie miałaś, gdy zaczynałam blogować. Sajonara.