List otwarty do osób, które ADHD nie doświadczyły, a powielają stereotypy.

List otwarty do osób, które ADHD nie doświadczyły, a powielają stereotypy.



Cześć czytelniku,

Piszę do Ciebie, ponieważ muszę Ci się wygadać, chodzi głównie o to, jak ludzie postrzegają ADHD, szczególnie osoby, które gdzieś tam kiedyś „coś słyszały”, ale nie mają większego pojęcia z czym „się to je” i jak wygląda, inni zaś twierdzą, że to nie istnieje, bo osoba, która to wymyśliła, przyznała się do tego, że takiej choroby nie ma. Słowem mówiąc — nie mieli do czynienia, a powielają stereotypy. Chciałabym więc przedstawić, jak to wygląda, z poziomu matki, której dziecko, zostało zdiagnozowane i o tym, jakie jest życie z ADHD-ciakiem.

Zacznijmy zatem od tego, co popularne, a więc: ADHD NIE ISTNIEJE.


Istnieje, nie jest to jednak choroba, jak niektórzy twierdzą, jest to defekt, lub zespół defektów. Tak naprawdę każde dziecko jest inne i nie ma jednej ogólnej opinii, są dzieci nadpobudliwe ruchowo, dzieci z defektem koncentracji, albo tym i tym. Niektóre dzieci do ADHD mają w pakiecie Aspergera lub Touretta itp. U nas tego nie ma. Jest defekt koncentracji oraz zachowania opozycyjno-buntownicze. Nie ma tu nic wspólnego z lenistwem dziecka lub większymi potrzebami ruchu. Ten stereotyp możecie wyrzucić do kosza.


Obalmy zatem kolejny: To dziecko ciągle biega, jakby miało ADHD.

To najbardziej mnie rozwala, szczególnie z ust starszych babć. Dziecko, które sobie radośnie biega, bawi się, jest ruchliwe — nie ma ADHD, to zupełnie dwie różne sprawy. ADHD-ciak nie może utrzymać się w miejscu, ciągle się wierci, macha nogami siedząc na krześle, nie może skupić się na jednej rzeczy, bawiąc się, robi wszystko i nic, zaczyna jedno, robi drugie i nigdy nie kończy tego, co zaczęło. Jest też w drugą stronę — jest hiper skupione i ma tak zwane zawieszki i nie interesuje się niczym innym wokół.


Jesteś po prostu leniwą matką, dlatego Twoje dziecko tak się zachowuje.

Z chęcią pokażę Ci, jak wygląda życie z dzieckiem posiadającym ADHD. Powiedz mi tylko, kiedy możesz zarezerwować wolne dwa tygodnie, ponieważ po zaledwie kilku, nie będziesz w stanie tego ocenić. Po pierwsze jest to skrzętny plan dnia, którego musimy przestrzegać, inaczej wszystko się posypie, ciągła uwaga, pomoc przy lekcjach przez nawet kilka godzin, bo dziecko nie potrafi samodzielnie napisać jednego płynnego zdania. Nie mówiąc o opisie np. wycieczki, czy zwykłego zaproszenia. Do tego liczenie i nauka języka obcego, gdy jeszcze ojczysty sprawia wielkie problemy. Ciągłe użeranie się, opanowywanie emocji, nerwów, buntu dziecka, próba namówienia na jakiekolwiek prace domowe. O budzeniu do szkoły i zmuszenie do ubrania się już nawet nie wspomnę. Jest tego naprawdę wiele. To, co dla Ciebie jest naturalne, u nas to walka dnia codziennego. Nie jest to wina braku umiejętności wychowywania, braku kontroli nad dzieckiem czy błędów wychowawczych. Nie jest to nawet wina genów. Tak naprawdę nawet naukowcy nie wiedzą, jakie są powody ADHD.


Twoje dziecko jest upośledzone/psychicznie chore, bo ma ADHD

Nie, moje dziecko nie jest psychicznie chore, bo ma ADHD, korzystanie z porad psychologów i psychiatrów nie oznacza choroby psychicznej. A badania są po to, by zrozumieć, jaki defekt ma dziecko i z czym ma największe problemy, aby najlepiej dobrać terapię.


Współczuję Ci, Twoje wnuki też będą na to cierpieć. Skąd Twoje dziecko to ma, Ty, czy ojciec dziecka?

Po pierwsze, ustalmy jedno — ADHD nie jest dziedziczne i ani rodzice, ani dziadkowie, ani nawet wnuki nie będą miały ADHD poprzez dziedziczenie. To są defekty, które ustala się wraz z rozwojem dziecka, zazwyczaj w okresie szkolnym, ponieważ szybciej jest nikła szansa, aby takie rzeczy diagnozować.

Pewnie w ciąży piłaś, paliłaś, wyrzekłaś się dziecka itd.... - dlatego masz teraz karę za swoje zachowanie.

Szczerze? Gorszej bzdury nie słyszałam. Jak żyję, takich farmazonów nigdy nie słyszałam. Co ma piernik do wiatraka? A więc idąc tym tropem, czym zawiniłam, nie paląc, nie pijąc i dbając o dietę w ciąży? Chyba tylko tym, że mimo namowom ludzi z racji młodego wieku, dziecka usunąć nie chciałam i podjęłam się wychowania.



Niestety wiele dzieci posiadających ADHD, doświadcza właśnie przez stereotypy bardzo złych interakcji od rówieśników i starszych dzieci. Dlaczego? Przez niewiedzę i gadanie głupot ich rodziców, którzy nie rzadko pomawiają, nakłaniają wręcz aby się z takim dzieckiem nie bawić, jakby bali się, że zarazi się tym ich dziecko. Traktują z góry, jako gorsze.

Co gorsza, tacy rodzice nawet się z tym nie kryją, zaprowadzając do szkoły dziecko, słyszałam już „Nie baw się z nią, ona jest chora, jest inna, jeszcze Cię czymś zarazi". Albo bardziej wprost do mnie: „Współczuję Pani tak niewychowanego dziecka, powinna Pani się przyłożyć do wychowywania, strasznie rozpuszczone dziecko". I właśnie poprzez głupotę innych rodziców, my, rodzice ADHD-ciaków mamy jeszcze ciężej.

Nasze dzieci płaczą po nocach, tracą pewność siebie, czują się odrzucone, bo nie rozumieją tego. Zdarza się także, że dzieci z ADHD są po prostu przez inne dzieci bite. A szkoła z tym nic nie robi, bo nawet niektórzy nauczyciele, nie są w stanie zrozumieć „działania” dzieci z ADHD. A całą winę zrzucają na rodziców.


ADHD - terapie i co dalej?

ADHD - terapie i co dalej?


Masz dziecko, u którego już zdiagnozowano ADHD, kazano Ci się skierować do poradni, tak pięknie zwanej „Centrum Zdrowia Psychicznego” i w głowie kłębią Ci się myśli, widząc tę niewdzięczną nazwę: „czy moje dziecko jest nienormalne?!".
Mam horom curke, dej mi.

Mam horom curke, dej mi.





Musiałam poczynić post w tym kierunku, bo obserwując, co się dzieje, mam wrażenie, że wraz z nową technologią ludzie zamiast być mądrzejsi, to idiocieją. Nie wiem, czy wpływ ma na to technologia, która zaczyna myśleć za nas, ludzi, czy po prostu selekcja naturalna gdzieś nie pykła i zostały się jednostki skretynienia.

Ostatnio przeczytałam posta, który tchnął mnie tak naprawdę do wyjaśnienia sytuacji, która się ostatnio dzieje. Zauważyliście pewnie, że od jakiegoś czasu, długo dość szczerze, modne są MaDki i ich Świeżaki, ale nie tylko to, chodzi o te matki, które robią rażące błędy ortograficzne, stylistyczne, czy nawet po prostu nie wykazują się rozumem. 

Wracając do pierwszego zdania: przeczytałam posta, w którym mniej więcej chodziło o to, żeby się nie śmiać z matek, które proszą o coś dla dziecka, bo chore dzieci, bo muszą tyrać, aby coś ugrać, przy licznych operacjach, terapiach i leczeniach dzieci. Wiecie co? Autorka tekstu nie rozumie idei maDek, kompletnie. Nie wie, o czym pisze, ale pisze, bo fejm się zgadzać musi, bo temat chwytliwy. Nie wiem, jaki był jej zamiar, ale nie udało się jej. Napisała o czymś kompletnie innym. 

Dlatego powstał ten tekst, żeby wyjaśnić wszystkim, o co tak naprawdę chodzi z MaDkami, Świeżakami i tego podobnych znaczeniach. Dlaczego jest z tego taka wielka beka i czemu stało się to takie wyśmiewczo popularne?

Tu nie chodzi kompletnie o kobiety, które walczą z codziennością, o swoje dziecko, o matki, które z dnia na dzień muszą się zastanawiać, czy ich pociecha będzie miała dość siły i czy znajdą się pieniądze na rehabilitacje, potrzebne sprzęty i leki. Wcale o to nie chodzi, nie mylcie więc tych dwóch przypadków, za chwilę powiem dlaczego, wtedy zrozumiesz — taką mam nadzieję.


Różnica między tymi maDkami a matkami jest taka, że o ile te pierwsze mózgu nie mają, to te drugie jak najbardziej posiadają. Mają też pokorę i chęć samodoskonalenia, gdy te pierwsze kompletnie nie dają sobie wmówić swojego kretyństwa. 

MaDka, to taka, która za cholerę nie wie, czym jest szkoła, lekcje języka polskiego omijała szerokim łukiem, a słownik w telefonie czy w laptopie na pewno kłamie, gdy zaznacza na czerwono błędne słowa. One wiedzą lepiej. Najbardziej kocham tłumaczenia, że „pisalam sypko przestan sie mnie czepiac poczebuje cos to sie nie wpierdalaj” - pisownia oryginalna. 



Serio? To nic. MaDki to też cwaniaki i żebraki internetowe, którym wszystko się należy, bo mają dzieci, bo są biedne (umysłowo chyba najbardziej) i przede wszystkim wyczaiły poziom wyżej: mają „hore curki". Często też, gdy się im odmówi biją taką agresją, że gdyby mogły, zeżarły by. Wyzwiska, groźby, to cos co jest na porządku dziennym. Ja śmiem twierdzić, że mają chore głowy. Nie córki. Nagle większa część społeczeństwa ma chore córki, kurcze, wysyp jakiś, same chore dzieci się rodzą. 

Szału na Świeżaki tez nie rozumiem. MaDki potrafią sobie oczy wydrapać i połowę chałupy wyprzedać, byleby mieć szmacianą maskotkę, która w przeliczeniu w Biedronce nie jest za darmo, a za 2100 zł ! Kretynizm. Serio, jak chcecie mieć te warzywa, wejdźcie sobie na Aliexpress i kupcie, kosztują tam około 3 do 10 dolarów. Są identyczne, bo Biedronka na pewno się u nich zaopatruje, nawet metki mają takie same, tak samo się zwą, tyle że na Aliexpress metka jest po angielsku.




Matki, które naprawdę potrzebują pomocy, które walczą z każdym dniem, nie proszą w internecie, by oddać wózek za darmo, by ubranka im dac za darmo, bo się im należą ze względu na chore dziecko, nie są roszczeniowe, znają podstawy języka ojczystego i przede wszystkim mają pokorę w sobie, zwyczajnie im wstyd prosić ludzi o pomoc, po tym, co przeszły sa bardzo silne psychicznie i wiedzą gdzie szukać pomocy. Naprawdę bardzo trudno im przychodzi proszenie ludzi o pomoc. A przez takie MaDki cwaniaczki, żebraczki, kretynki (zwał jak zwał) mają taką pomoc ograniczoną, bo ludzie przestają wierzyć, wierzyć w to, że ktoś naprawdę jest potrzebujący, ponieważ coraz jest więcej cwaniactwa. 



Wiem, że nie opisałam wszystkich przykładów, ale podałam te najważniejsze. Mam nadzieję, że dość zrozumiale, jeżeli czegoś zapomniałam, proszę o wypisanie w komentarzu, z chęcią przeczytam.